Interesujesz się grami wideo? Chciał(a)byś pisać artykuły, recenzje gier?

Zapraszamy Cię do naszego zespołu!

Więcej informacji

Metroid: Samus Returns - recenzja

Recenzja gry
Pieknykapec
ℹ Nasz zespół składa się obecnie z 7 autorów. Szukamy osób, które interesują się grami wideo (pisanie tekstów, tworzenie filmów itp.) więcej informacji

Wysokie oceny na Metacriticu, dobre recenzje - to mogło zachęcać do kupna Metroida. Pomińmy na chwilę tytuł mojego poprzedniego artykułu i odpowiedzmy na kluczowe pytanie - czy Metroid: Samus Returns to gra dla was?

Jeśli szukacie ambitnej gry, to natychmiast wciśnijcie przycisk “następny artykuł”, bo tu jej nie znajdziecie. Jeśli natomiast odkrywcze produkcje macie już po prostu na innej platformie lub nawet na innym kartridżu, to się na chwilę zatrzymajcie. Bo w przebudowanego drugiego Metroida gra się bardzo przyjemnie. Jakby co - ja w oryginał z Game Boya nie grałem (jak zresztą prawie każdy recenzent, no i każdy przecież musi odnotować, że przez ten właśnie fakt dostajemy praktycznie nową część… Ludzie, bez przesady, to tylko remake). Ale się trochę zmieniło. Od strony graficznej praktycznie wszystko - Metroid II: Return of Samus, mimo iż wyszedł już dwa lata po premierze oryginalnego Game Boya, wygląda bardzo słabo. No niby z drugiej strony nie tak źle jak Super Mario Land, ale to ukazało się jako jedna z pierwszych gier na kieszonsolkę. A jak ma się remake? Wygląda dobrze, jak na 3DSa oczywiście. W porównaniu do innych gier z tego sprzętu cutscenki prezentują się zaskakująco ładnie, trochę gorzej jest w trakcie rozgrywki. O dziwo, te pierwsze są, tak jak w oryginale, na silniku gry (tak mi się przynajmniej zdaje). Efektu 3D nie mam jak sprawdzić, ze względu na posiadany model 3DSa.

Dobra, ale nie ma co się rozwodzić nad grafiką i jakimiś tam efektami-srefektami. Tu się o rozgrywkę rozchodzi! A ta jest dobra. Ciężko mi tu do czegoś konkretnego ją porównać. Bo ostatni dwuwymiarowy Metroid ukazał się w 2002 roku - chodzi o część czwartą, czyli Fusion (miał być jeszcze jeden, ale o tym już może w innym artykule ;)). A choć lubię metroidvanie to w taką jeszcze nie grałem. No bo co – wiadomo, gdzie trzeba iść i jaki jest w ogóle sens gry?! To niespotykane w tym gatunku ;). A właśnie - tak krążę między tymi tematami, a jeszcze w ogóle nie wytłumaczyłem tym noobom, o co chodzi w grze. Po milionach kłopotów stworzonych przez Metroidy w prequelach omawianej gry władze galaktyki postanowiły, że te stworki trzeba wybić w całości. Na planetę SR388 wysłali trochę osiłków, ale żaden nie wrócił (zepewne to te lamusy z Federation Force :D)., więc zadzwonili po Samus - czyli po nas. I wybijamy te Metroidy. Tak jak mówiłem, dość łatwo można załapać, jak mamy je właściwie szukać. Działa to tak - pierwszego Metroida w rejonie zawsze musimy znaleźć sami, ale gdy go już pokonamy, idziemy do takiego niby-HUBu. Gdy wprowadzimy DNA naszego dawnego wroga, na mapie pojawia się zaznaczony nowy punkt - larwa kolejnego kosmity (tak mi się zdaje, że to larwa, gra tego jasno nie mówi), a to znaczy, że musi być gdzieś w pobliżu. Gdy w tej lokacji zabijemy wszystkie zmory, zjeżdżamy windą do kolejnej. I tak to żyjemy w tym Metroidzie. Wyżej wspomniany system działa super. Zawsze wiemy, co z grubsza robimy. A to mi bardzo przeszkadza w niektórych grach - brak poczucia progresji. Dla gracza niemającego bardzo dużo czasu na granie (szczególnie teraz, bo zaczął się rok szkolny; tak, ci na górze zatrudniają tu małoletnich bez umowy) to właściwie najgorsza możliwa rzecz. No ale jak mówiłem - tu tego nie zaznacie.

Sprawkę po części zrobiły częste potyczki z niby-bossami, czyli Metroidami. I tu muszę odeprzeć zarzut dużej ilości recenzentów - walki z nimi wcale nie są takie nudne! Fakt, to nie jest tak, że każdy jest inny, ale: po pierwsze było wiele (może około dziesięciu) dość trudnych i różniących się od siebie Metroidów, nad którymi siedziałem i z godzinę (nie bierzcie tej liczby bardzo do siebie, ja z tych mniej sprawnych, jeśli chodzi o gry), a po drugie te bardziej powtarzalne walki były po prostu krótkie. Za krótkie, bym się zdążył znudzić. Walki były przyjemne, nie ma na co narzekać. Szach mat pismaki :). Nie wszyscy bossowie to jednak Metroidy. I tu mam pewne zastrzeżenia.

W pewnym momencie w grze pojawia się robot. “Co za robot?” pewnie zapytacie. Sam nie wiem, szczerze mówiąc. Pojawia się nie wiadomo skąd, robi trochę bałaganu, no i trzeba go pokonać. Łał. To się nazywa świat przedstawiony. Sam robot jest chyba najtrudniejszym bossem w grze. Walczyłem z nim, uwaga, dwie bite godziny (czyli pewnie dziesięć minut w przełożeniu na język hardkorów). Ale był całkiem przyjemny właściwie. Co nie zmienia faktu, że jego występ nie był niczym wytłumaczony. Na końcu samej gry był jeszcze taki wielki jaszczur, który próbował porwać naszego słodziutkiego, ostatniego ostałego przy życiu Metroida. I co o nim wiemy? Też nie za wiele. Co prawda… yyy... [szybki rzut oka na nazwę planety] na SR388 jest wiele różnorodnych stworzeń, ale ja bym wolał, by coś o nim było wiadomo. Choć z drugiej strony to tylko remake gry z 1991 roku, więc można to zrozumieć. Chyba że ja źle rozumiem i te stwory miały pobudzić naszą wyobraźnię, a my sami mieliśmy wymyślić ich historię. No coś nie pykło.

Wiecie, co jest jeszcze słabe w tej grze? Muzyka. Jeśli przeszliście grę, to, proszę, zanućcie choć jeden motyw muzyczny. “I oto mówię, cisza jest na świecie [...]” - Cyprian Kamil Norwid, jakiś tam rok. Muzyka jest słaba. Mogłoby jej w ogóle nie być i różnicy bym nie odczuł. Po co?
Dobra, trochę się rozpisałem, więc czas na najważniejsze zalety gry. Są to lokacje i rozmieszczenie nowych umiejętności. Geniuszu tych pierwszych raczej nie zobaczycie na screenach, ale jest naprawdę fajnie. Serio. Super oddają klimat nieprzyjazności tutejszej flory i fauny. Jest tu też dużo fajnych szczegółów na dalszych planach. Chodzi mi na przykład o pozostałości po poprzednim oddziale, jaki był na planecie. Nie wiemy, co się dokładnie z nimi stało, musimy trochę rozbudzić wyobraźnię. I taka forma pobudzania umysłu do działania mi się podoba, a nie jakieś roboty nie wiadomo skąd :P! Chodzi o to, że wypatrywanie tych szczegółów jest całkowicie opcjonalne, nie są one elementem głównej linii fabularnej. To się w grze udało. A teraz druga rzecz, czyli rozmieszczenie nowych umiejętności dla Samus. Tutaj nie umiem się do niczego przyczepić, twórcom wyszło to idealnie. Nie mamy poczucia przytłoczenia ich zbyt dużą ilością, ale i zawsze sprawiają, że chcemy pozostać przy grze. Geniusze.

Nie wiem, czy po przeczytaniu tego dość opasłego tekstu wiecie, czy kupować Metroida. Powiem tak - jeśli lubicie metroidvanie, to tak, oczywiście. Jeśli chcecie się odstresować po pracy czy szkole przy nieskomplikowanej gierce - też polecam. Jeśli zaś szukacie ambitnej gry - wypraszałem was już na początku.

zobacz więcej kategorii
Zobacz także: